Telewizja przyzwyczaiła do tego, że swoich widzów ma za zupełnych debili niezdolnych do samodzielnego myślenia na jakimkolwiek poziomie. Ostatnio jednak pojawiła się nowa jakość ogłupiania, swoista perełka wśród medialnego szamba. Chodzi mianowicie o krótkie filmiki mające zachęcić do opłacania abonamentu radiowo-telewizyjnego. Ten nowoczesny w formie a opierający się treściowo na sprawdzonych wzorcach komunistycznej propagandy komunikat sączy się z telewizorów i radioodbiorników przez cały dzień.
I właśnie tym podszeptom uległ (jakim cudem? Nie wiem) ostatnio mój drogi wujek, który mimo posiadania w domu dwóch telewizorów i radia, od lat nie płacił abonamentu. Teraz jednak, poruszony być może hasłami o byciu prawdziwym Europejczykiem (jak pani projektantka mody lub pan trener ze spotów), postanowił wrócić na drogę prawa i porządku.
W tym celu, z mocnym postanowieniem proeuropejskiej poprawy udał się do najbliższego urzędu pocztowego (tutaj wspomnę, że wuj mieszka w jednym z mniejszych miasteczek na północy Polski). Po odstaniu swojego w kolejce (miał pecha – przed nim stały dwie funkcjonalne analfabetki w wieku gimnazjalnym, które nie były w stanie poprawnie zaadresować listu poleconego) dostąpił zaszczytu rozmowy z panią z okienka:
- Dzień dobry. Chciałbym opłacić abonament radiowo-telewizyjny na ten rok.
- Że co?
- No, chciałbym za telewizor i radio zapłacić…
- A, ale to nie u mnie. Pójdzie i stanie do tamtego drugiego okienka.
Jednocześnie rzeczona pani krzyknęła gromko do swej koleżanki po fachu: „Krysia! Ktoś chce płacić abonament!”.
Nasz bohater posłusznie przewędrował do drugiego okienka i po krótkim (nie było żadnych gimnazjalistów) oczekiwaniu znów znalazł się przed pocztowym okienkiem:
- Chciałbym zapłacić abonament…
- Ale Panie, tu się nie płaci abonamentu!
- To gdzie?
- Pan czeka, zaraz zapytam.
Po tych słowach znana nam już z imienia pani Krysia zniknęła na kilka minut na zapleczu. Gdy wujek zaczął już podejrzewać, że o nim zapomniano, z głębi pocztowych trzewi wynurzyły się dwie postaci:
- Pani Helu, to ten Pan od abonamentu.
Pani Hela (jej młodość musiała przypadać na okres gomułkowskiej małej stabilizacji, obecnie: zażywana pani z rudym tapirem na głowie) uprzejmym, acz nie pozbawionym wyższości tonem Wiedzącej oznajmiła:
- U nas Pan nie zapłaci, w tej sprawie proszę do centrali.
- Czyli gdzie? -zapytał skonfundowany wuj.
- No, w Bydgoszczy, a gdzie? Tam Panu powiedzą co i jak.
Tutaj warto dodać, że miejscowość, w której dzieje się akcja leży 300 km od Bydgoszczy, w innym województwie. Pani Hela chyba również uświadomiła sobie ten fakt, gdyż po chwili pojednawczym głosem dodała:
- Napiszę numer do nich, najlepiej zadzwonić i się wszystkiego dowie.
Jak powiedziała, tak zrobiła, po chwili pulchna dłoń przesunęła skrawek kartki z zapisanym rzędem cyfr po ladzie, poza magiczną linię szkła ‒ w strefę petenta.
Z racji, że nasz bohater należy do tych 50% Polaków w wieku produkcyjnym, którzy pracują, na pocztę przybył dopiero po pracy, więc postanowił dokończyć sprawę jutro, bo po siedemnastej nic już i tak telefonicznie nie załatwi.
Następnego dnia, z samego rana zadzwonił pod podany numer. Raz, drugi, trzeci… Między ósmą a trzecią po południu wykonał łącznie dziesięć telefonów. Bezskutecznie. W dalekiej Bydgoszczy nikt nie podniósł słuchawki.
A potem był weekend, trzeba było czekać, a do poniedziałku karteczka gdzieś się zawieruszyła.
A w poniedziałek, mój wujek zamiast na pocztę, wziął wędkę i udał się nad jedno z pięknych kaszubskich jezior. Łowienie z przerębla jest ponoć trudną sztuką, ale daje dużo satysfakcji.
Przypuszczam, ze ta mityczna centrala w Bydgoszczy naliczyłaby wujkowi należność przynajmniej za 10 lat wstecz z odsetkami i co wtedy? A może te panie z poczty o tym wiedzialy i nie przyjęły należności z tego powodu? Może ktos sie odezwie tutaj i spróbuje wyjaśnić.
Prosze pozdrowić wujka i zabronic takich wypadów.